Skin longevity – jak dbać o skórę, żeby dobrze się starzała? Pielęgnacja skóry 50+ oczami kosmetologa

Jeszcze kilka lat temu, kiedy mówiłyśmy o starzeniu się skóry, najczęściej pojawiało się słowo „anti-aging”. Chciałyśmy wygładzać zmarszczki, poprawiać owal twarzy, przywracać jędrność i przede wszystkim – wyglądać młodziej.

Dzisiaj coraz częściej mówi się o skin longevity, czyli długowieczności skóry.

I bardzo lubię ten kierunek.

Nie dlatego, że nagle przestało nam zależeć na wyglądzie. Wręcz przeciwnie. Myślę, że po prostu zaczynamy inaczej patrzeć na własną skórę.

Jako kosmetolog, a jednocześnie kobieta po pięćdziesiątce, sama widzę, jak bardzo zmieniają się jej potrzeby. To, co kiedyś było dla mnie oczywiste w pielęgnacji, dzisiaj nie zawsze się sprawdza. Skóra potrzebuje więcej uwagi, ale niekoniecznie większej liczby kosmetyków. Potrzebuje mądrzejszego podejścia.

I właśnie o tym jest skin longevity.

Nie zatrzymujmy czasu. Zadbajmy o jakość skóry

Skin longevity nie oznacza, że mamy zatrzymać proces starzenia.
Nie możemy.
I chyba wcale nie powinnyśmy.

Starzenie się skóry jest naturalnym procesem. Z wiekiem zmniejsza się między innymi produkcja kolagenu i elastyny, skóra traci część swojej gęstości, staje się bardziej sucha, wolniej się regeneruje i łatwiej pojawiają się na niej przebarwienia czy zmarszczki.

W okresie okołomenopauzalnym zmiany mogą stać się jeszcze bardziej zauważalne. Spadek poziomu estrogenów wpływa na wiele procesów zachodzących w skórze. Możemy obserwować większą suchość, utratę jędrności, zmianę owalu twarzy, większą wrażliwość czy pogorszenie kolorytu.

I wtedy bardzo łatwo pomyśleć: „Muszę ją odmłodzić”.

A może warto zadać inne pytanie: „Czego moja skóra potrzebuje dzisiaj?”

To właśnie dla mnie jest najważniejsza zmiana w myśleniu o pielęgnacji skóry dojrzałej.

Nie walczymy z wiekiem. Dbamy o kondycję skóry, aby jak najdłużej była zdrowa, dobrze nawilżona, elastyczna, gęsta i pełna blasku.

Zdrowe starzenie skóry zaczyna się dużo wcześniej

Skin longevity nie zaczyna się w dniu, w którym zauważamy pierwszą głębszą zmarszczkę.
To proces.

Każdego dnia skóra mierzy się z promieniowaniem UV, stresem, zanieczyszczeniami środowiska, zmianami hormonalnymi, odwodnieniem czy niedoborem snu. Dlatego pielęgnacja przeciwstarzeniowa nie powinna być działaniem awaryjnym.
Znacznie więcej możemy zrobić, kiedy myślimy o niej jak o długoterminowej inwestycji w kondycję skóry.

I wcale nie oznacza to kilkunastu kosmetyków stojących w łazience.
Czasami oznacza właśnie uproszczenie pielęgnacji i konsekwencję.

SPF – najważniejszy kosmetyk w pielęgnacji przeciwstarzeniowej

Gdybym miała wskazać jeden element pielęgnacji, który ma ogromne znaczenie dla zdrowego starzenia się skóry, byłaby to codzienna ochrona przeciwsłoneczna.

Promieniowanie UV jest jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za fotostarzenie skóry. Przyczynia się między innymi do powstawania przebarwień i zmian w strukturze kolagenu oraz elastyny.

Dlatego SPF 50 nie powinien być kosmetykiem tylko na wakacje.

Powinien pojawić się w codziennej pielęgnacji, również jesienią i zimą.
Warto też pamiętać, że dobry SPF to taki, którego chce nam się używać. Jeżeli produkt jest ciężki, tłusty i niekomfortowy, bardzo szybko zaczniemy go pomijać.

A w skin longevity najważniejsza jest regularność.

Bariera hydrolipidowa – fundament dojrzałej skóry

Z wiekiem skóra często staje się bardziej sucha i wrażliwa. W okresie menopauzy może być to szczególnie odczuwalne.

Dlatego zanim sięgniemy po mocne składniki aktywne, warto zadbać o podstawy.

Delikatne oczyszczanie.
Odpowiednie nawilżenie.
Ochrona bariery hydrolipidowej.
Składniki wspierające regenerację.

To może wydawać się banalne, ale właśnie na takich podstawach buduje się dobrą kondycję skóry.

Bardzo często spotykam kobiety, które mają w łazience świetne kosmetyki, ale używają ich wszystkich jednocześnie. Skóra jest przeciążona, podrażniona, ściągnięta, a one dokładają kolejny produkt, bo „przecież powinien pomóc”.

Czasami najlepsze, co możemy zrobić dla skóry, to zatrzymać się i dać jej trochę spokoju.

Retinol, witamina C, peptydy – tak, ale z głową

Dojrzała skóra może bardzo dobrze korzystać ze składników aktywnych.

Retinoidy, witamina C, peptydy, kwasy czy składniki wspierające regenerację mogą być ważnym elementem świadomej pielęgnacji.

Ale mam jedną zasadę: nie wszystko naraz.

Retinol jest świetnym przykładem. Jest bardzo wartościowym składnikiem pielęgnacji skóry dojrzałej, ale jego wprowadzanie powinno być stopniowe i dopasowane do kondycji skóry.

Jeśli skóra jest przesuszona, podrażniona albo ma osłabioną barierę, nie zaczynałabym od mocnego retinolu tylko dlatego, że „tak trzeba po pięćdziesiątce”.

Najpierw przygotowałabym skórę.
Dopiero później stopniowo wprowadzała składnik aktywny.

Skin longevity to maraton. Nie sprint.

Zabiegi kosmetologiczne? Tak, ale nie według wieku

To jedna z rzeczy, które chciałabym szczególnie mocno podkreślić.

Nie istnieje jeden zabieg, który powinna wykonywać każda kobieta po pięćdziesiątce.

Dwie kobiety mogą mieć ten sam wiek, a zupełnie inną skórę.
Jedna będzie potrzebowała przede wszystkim intensywnego nawilżenia. Druga będzie chciała pracować nad przebarwieniami. U kolejnej największym problemem będzie utrata gęstości i jędrności. Dlatego zabieg powinien być odpowiedzią na potrzeby skóry, a nie na metrykę.

W gabinecie możemy pracować między innymi z peelingami chemicznymi, zabiegami regenerującymi, mezoterapią mikroigłową czy profesjonalnymi protokołami pielęgnacyjnymi.

W Hevelia Spa bardzo bliskie jest mi właśnie takie podejście – najpierw ocenić stan skóry, a dopiero później zdecydować, czego naprawdę potrzebuje.

Marka Mesoestetic® daje nam tutaj wiele możliwości indywidualnego komponowania pielęgnacji gabinetowej i domowej – od intensywnego nawilżania, przez pracę z przebarwieniami, po działania ukierunkowane na oznaki starzenia.

Ale sam produkt czy zabieg nigdy nie powinien być celem. Celem jest dobrze funkcjonująca skóra.

Skóra po pięćdziesiątce potrzebuje strategii, nie przypadkowych zabiegów

Jeżeli myślimy o skin longevity poważnie, warto przestać traktować zabiegi jak pojedyncze wydarzenia.

Jeden peeling przed ważnym wyjściem. Jeden zabieg „na poprawę jędrności”. Jedna mezoterapia, kiedy nagle zauważymy, że skóra wygląda na zmęczoną.

To może dać chwilowy efekt, ale nie jest tym samym co świadoma pielęgnacja długoterminowa.

Znacznie lepsze efekty daje przemyślane łączenie różnych działań w czasie – oczywiście wtedy, kiedy są rzeczywiście potrzebne. Możemy pracować nad jakością skóry, następnie wspierać jej regenerację, poprawiać nawilżenie, wyrównywać koloryt i stopniowo wprowadzać składniki aktywne do pielęgnacji domowej.

To właśnie jest dla mnie praktyczne podejście do skin longevity.

Ale skóra to nie tylko kosmetyki

Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie możemy zapominać. Skóra jest częścią naszego organizmu. Dlatego jej kondycja jest związana również z tym, jak żyjemy.

Sen.
Ruch.
Odżywianie.
Nawodnienie.
Stres.
Czas spędzany na słońcu.
Używki.

Nie chodzi o perfekcję.
Nie wierzę w życie według trzydziestu zasad, po których złamanie jednej powoduje wyrzuty sumienia.

Chodzi o codzienne wybory.
Czasami dodatkowe pół godziny snu będzie dla naszej skóry więcej warte niż kolejny kosmetyk.
Czasami spacer będzie lepszym pomysłem niż siedzenie cały wieczór przed komputerem.
Czasami potrzebujemy po prostu odpocząć.

I to również jest skin longevity.

A co z twarzą, która się zmienia?

Myślę, że to bardzo ważna część całej rozmowy o starzeniu. Bo możemy dbać o skórę najlepiej jak potrafimy, a mimo to twarz będzie się zmieniała.

Pojawią się zmarszczki.
Zmieni się owal.
Skóra nie będzie wyglądała tak samo jak dwadzieścia lat temu.

I to jest w porządku.

Jako kobieta po pięćdziesiątce nie chcę już patrzeć na swoją twarz wyłącznie przez pryzmat tego, czego jej brakuje.

Nie chcę codziennie zastanawiać się, gdzie pojawiła się nowa zmarszczka.

Chcę widzieć kobietę, którą jestem dzisiaj.
Chcę mieć zadbaną, promienną skórę.
Chcę czuć się dobrze, kiedy patrzę w lustro.

Ale nie chcę prowadzić wojny z własną twarzą.

I być może właśnie dlatego tak bliska jest mi idea skin longevity.

Gdybym miała dziś powiedzieć kobiecie po pięćdziesiątce, od czego zacząć…

Powiedziałabym jej kilka prostych rzeczy.

Poznaj swoją skórę.
Nie kopiuj pielęgnacji koleżanki. To, co działa u niej, nie musi być odpowiednie dla Ciebie.

Chroń skórę przed UV.
Codzienny SPF jest jednym z najważniejszych elementów profilaktyki fotostarzenia.

Dbaj o nawilżenie i barierę hydrolipidową.
Bez dobrych podstaw nawet najlepsze składniki aktywne mogą stać się problemem.

Wprowadzaj retinol i inne składniki aktywne stopniowo.
Więcej nie zawsze znaczy lepiej.

Nie wybieraj zabiegów tylko dlatego, że są modne.
Najpierw diagnoza i potrzeby skóry, potem zabieg.

Myśl długoterminowo.
Lepiej konsekwentnie dbać o skórę przez cały rok niż raz na jakiś czas próbować zrobić jej „generalny remont”.

I przede wszystkim:

nie próbuj na siłę wyglądać młodziej – zadbaj o to, żeby wyglądać dobrze. To ogromna różnica.

Mam wrażenie, że właśnie do tego dojrzewamy jako kobiety. Nie chcemy już koniecznie wyglądać jak nasze zdjęcia sprzed dwudziestu lat. Chcemy wyglądać dobrze teraz. Chcemy mieć zdrową skórę. Chcemy czuć jej komfort. Chcemy patrzeć w lustro i rozpoznawać w nim siebie.

Dlatego skin longevity traktuję nie jako kolejny trend kosmetyczny, ale jako zmianę sposobu myślenia.

To świadoma pielęgnacja.
To profilaktyka.
To regularność.
To dobrze dobrane zabiegi.
To ochrona skóry przed tym, co możemy ograniczyć.

Ale też akceptacja tego, czego nie musimy naprawiać. Nie zatrzymamy czasu.

Możemy jednak sprawić, że nasza skóra będzie miała najlepsze możliwe warunki, żeby przejść przez kolejne lata w dobrej kondycji. I właśnie tak dzisiaj chcę dbać o swoją skórę.

Nie po to, żeby udawała, że mam trzydzieści lat. Tylko po to, żeby pięknie pokazywała, ile mam lat – i jak dobrze potrafię o siebie zadbać.