Dobra skóra nie musi być idealna

O porach, teksturze i oczekiwaniach, które narzucają nam media

Czy zdrowa skóra powinna być idealnie gładka? Bez widocznych porów. Bez jednej zmarszczki. Bez przebarwień. Bez zaczerwienienia. Bez żadnej nierówności.

Patrząc na zdjęcia w mediach społecznościowych, można czasami odnieść takie wrażenie.
Gładka jak porcelana skóra stała się dla nas czymś tak oczywistym, że zaczynamy traktować jej naturalne cechy jak problemy do naprawienia. Pory trzeba „zamknąć”, zmarszczki wygładzić, każdy przebarwiony punkt usunąć, a teksturę skóry najlepiej całkowicie wyeliminować.

Tylko że jest jeden mały sekret, zdradzę Ci go…

Taka skóra nie istnieje.

A przynajmniej nie w takim wydaniu, w jakim oglądamy ją na ekranie smartfona.

Pory nie są błędem skóry

Jednym z najczęstszych powodów, dla których kobiety zgłaszają się do gabinetu, są widoczne pory. I bardzo często słyszę: „Chciałabym się ich pozbyć”.

Tylko że porów nie możemy po prostu usunąć. Są naturalną częścią skóry. To ujścia mieszków włosowych i gruczołów łojowych, dzięki którym między innymi wydzielane jest sebum. Ich widoczność może się oczywiście zmieniać.

Wpływ na nią ma między innymi ilość produkowanego sebum, sposób złuszczania naskórka, wiek, kondycja skóry czy utrata jędrności. Pory mogą więc wyglądać na bardziej widoczne, kiedy skóra jest zanieczyszczona, kiedy produkuje więcej sebum, ale również wtedy, gdy wraz z wiekiem traci swoją sprężystość.

Możemy poprawiać wygląd skóry, regulować nadmierne wydzielanie sebum, wspierać prawidłowe złuszczanie, poprawiać jej strukturę i jędrność.
Ale nie sprawimy, że pory przestaną istnieć.
I chyba dobrze.

Bo celem pielęgnacji nie powinno być usunięcie wszystkiego, co świadczy o tym, że mamy prawdziwą skórę.

Tekstura skóry też jest normalna

Przyłóż twarz do lustra. Tak naprawdę blisko. Nagle zobaczysz wszystko.
Pory. Drobne linie. Delikatne nierówności. Włoski. Naturalne zagłębienia. Może kilka przebarwień.

A teraz odsuń się na odległość, z której zazwyczaj rozmawiasz z drugim człowiekiem.
Nagle ta sama skóra wygląda zupełnie inaczej.

To, co widzimy z odległości kilku centymetrów w mocno powiększającym lusterku, nie jest tym samym, co widzi druga osoba. Warto o tym pamiętać, szczególnie kiedy oglądamy zdjęcia w internecie.

Zdjęcie może być wygładzone, rozjaśnione, odpowiednio oświetlone, wykonane dobrym aparatem albo poddane obróbce. Nawet jeśli nie widzimy oczywistego filtra, mamy do czynienia z obrazem, który niekoniecznie pokazuje skórę taką, jaka wygląda w rzeczywistości.

Prawdziwa skóra ma strukturę.
I dojrzała skóra również.

Czy to znaczy, że nie warto nic robić?

Absolutnie nie.
To, że nie możemy zatrzymać czasu ani usunąć porów, nie oznacza, że pielęgnacja nie ma sensu.
Wręcz przeciwnie.
Możemy bardzo dużo zrobić dla jakości skóry.

Możemy poprawić jej nawilżenie, wspierać barierę ochronną, wyrównać koloryt, zmniejszyć widoczność przebarwień, poprawić teksturę, wspierać jędrność i sprężystość, redukować widoczność części zmarszczek i przede wszystkim zadbać o to, aby skóra była w dobrej kondycji.
To ogromna różnica.

Nie chodzi o stworzenie nowej skóry. Chodzi o to, żeby dobrze zadbać o tę, którą mamy. I właśnie to podejście jest mi szczególnie bliskie w pracy z kobietami dojrzałymi.

Zdrowa skóra nie zawsze wygląda jak skóra z reklamy

Zdrowa skóra może mieć pory. Może mieć pieprzyki, przebarwienia, drobne zmarszczki, delikatne zaczerwienienia czy nierówną teksturę. Może również mieć gorszy dzień.
Może być bardziej przesuszona zimą. Może reagować na stres. Może zmieniać się wraz z hormonami. Może potrzebować innej pielęgnacji w wieku 30 lat, a zupełnie innej po pięćdziesiątce.

Zdrowie skóry nie jest równoznaczne z perfekcyjnym wyglądem.
To bardzo ważne rozróżnienie.

Bo można mieć pięknie wyglądającą skórę, która jest jednocześnie przesuszona i przeciążona pielęgnacją.
I można mieć skórę z widocznymi porami czy kilkoma przebarwieniami, która jest dobrze nawilżona, ma prawidłowo funkcjonującą barierę i jest po prostu zadbana.

Największym problemem czasami nie jest skóra, tylko nasze oczekiwania

Mam wrażenie, że współczesna pielęgnacja trochę nas tego oduczyła. Patrzymy na czyjąś twarz i widzimy efekt. Nie widzimy godzin przygotowań, odpowiedniego światła, makijażu, zabiegów, filtrów i obróbki.

A potem patrzymy na siebie rano, w łazienkowym świetle, z bliska i bez żadnego przygotowania.
I zaczynamy porównywać. To naprawdę nie jest uczciwe porównanie.

Zwłaszcza że im więcej oglądamy idealnie wygładzonych twarzy, tym łatwiej uznać własną, całkowicie normalną skórę za niewystarczającą. A wtedy pielęgnacja zamiast dawać nam przyjemność zaczyna przypominać niekończący się projekt naprawczy.

Jeszcze jeden kwas.
Jeszcze mocniejszy retinol.
Jeszcze jeden zabieg.
Jeszcze jeden krem.

I ciągle mamy wrażenie, że coś jest nie tak, że żaden kosmetyk nie działa, tak jak powinien.

W dojrzałej skórze szczególnie łatwo wpaść w tę pułapkę

Kiedy pojawiają się zmarszczki, utrata jędrności, przebarwienia czy zmiana owalu twarzy, naturalnie chcemy coś z tym zrobić.

I bardzo dobrze.
Dbanie o siebie nie jest czymś, czego powinnyśmy się wstydzić. Ale warto zmienić cel.

Nie: „Chcę wyglądać jak trzydziestolatka”.

Tylko:

„Chcę, żeby moja skóra wyglądała najlepiej, jak może wyglądać moja skóra dzisiaj”.

To zupełnie inna perspektywa. Nie odbiera nam prawa do korzystania z kosmetologii, zabiegów czy dobrych kosmetyków. Wręcz przeciwnie. Pozwala korzystać z nich rozsądniej.
Możemy stosować retinoidy, antyoksydanty, peptydy, kwasy czy składniki wspierające nawilżenie i regenerację. Możemy korzystać z profesjonalnych terapii kosmetologicznych.

Ale nie po to, żeby wymazać swój wiek. Po to, żeby wspierać skórę w utrzymaniu jej dobrej kondycji.

Zamiast „idealnej” skóry szukajmy skóry zadbanej

To chyba jedna z najważniejszych rzeczy, które chciałabym przekazać swoim klientkom. Nie potrzebujesz skóry bez jednej niedoskonałości, żeby wyglądać pięknie. Potrzebujesz skóry, która jest zaopiekowana.

Dobrze oczyszczona, odpowiednio nawilżona, chroniona przed promieniowaniem UV, odżywiana właściwie dobranymi składnikami aktywnymi i – kiedy tego potrzebuje – wspierana profesjonalnymi zabiegami. I potrzebujesz pielęgnacji, która jest dopasowana do Ciebie, a nie do aktualnego trendu. Bo to, co świetnie działa u jednej osoby, niekoniecznie będzie odpowiednie dla innej.

Dlatego w kosmetologii tak ważna jest dla mnie diagnoza skóry.
Nie chcę zaczynać od pytania: „Jaki kosmetyk pani sprzedać?”.

Chcę zacząć od pytania: „Jak wygląda pani skóra dzisiaj i czego naprawdę potrzebuje?”

Dopiero wtedy możemy zdecydować, czy potrzebujemy większego nawilżenia, regulacji, rozświetlenia, działania przeciw przebarwieniom, poprawy jędrności czy regeneracji.

Skin longevity – czyli nie walka z czasem

Coraz częściej mówi się dziś o skin longevity.
Dla mnie ten kierunek ma sens właśnie dlatego, że odsuwa nas od ciągłej walki z wiekiem.
Nie chodzi o to, żeby zatrzymać czas. Chodzi o to, żeby jak najdłużej utrzymać skórę w dobrej kondycji.

A to oznacza również akceptację tego, że z czasem będzie się zmieniała.

Zmarszczka nie jest porażką pielęgnacji.
Pora nie jest porażką pielęgnacji.
Naturalna tekstura nie jest porażką pielęgnacji.
Są elementy, które możemy poprawić. Są takie, które możemy spowolnić. I są również takie, które są po prostu częścią naszej skóry i naszego wieku.

Dojrzała skóra nie musi udawać młodszej. Może być po prostu piękną, zadbaną skórą kobiety, którą jesteśmy dzisiaj.

I chyba właśnie na tym najbardziej zależy mi w pielęgnacji. Nie na tym, żeby patrząc w lustro szukać kolejnej rzeczy do poprawienia. Tylko żeby spojrzeć na swoją twarz i pomyśleć:

„Dobrze o Ciebie dbam”.

Bo zdrowa, zadbana skóra nie musi być idealna.

Musi być Twoja.