Zanim nałożysz serum… Czym, jak i dlaczego naprawdę powinnaś myć twarz?

Możesz mieć najlepsze serum, piękny krem, dobrą ochronę SPF i pielęgnację dopasowaną do wieku. Możesz nawet regularnie korzystać z profesjonalnych zabiegów.

Ale jest jeden etap, od którego wszystko się zaczyna.

Oczyszczanie.

I paradoksalnie to właśnie ono jest często traktowane po macoszemu.

Bo przecież wystarczy żel. Albo mleczko. Albo płyn micelarny. A czasami po prostu woda, szczególnie rano.

Tylko że skóra nie jest taka sama o siódmej rano jak o dwudziestej drugiej. Nie ma też takich samych potrzeb, kiedy masz 25 lat, jak wtedy, kiedy jesteś po czterdziestce czy pięćdziesiątce.

Dlatego zamiast pytać: „czym najlepiej myć twarz?”, warto zadać inne pytanie:

„Czego moja skóra potrzebuje podczas oczyszczania?”

I właśnie od tego zaczęłabym każdą rozmowę o pielęgnacji.

Po co właściwie myjemy twarz?

Nie po to, żeby była „czysta aż do skrzypienia”. To uczucie wcale nie świadczy o tym, że zrobiłyśmy coś dobrze.

Na powierzchni skóry przez cały dzień gromadzą się sebum, pot, kurz, zanieczyszczenia, pozostałości kosmetyków, makijażu i filtrów przeciwsłonecznych. Dochodzą do tego naturalnie złuszczające się komórki naskórka.

Jeżeli zostawimy to wszystko na skórze, może ona stać się bardziej szorstka, matowa, zanieczyszczona, a przy cerze mieszanej i tłustej łatwiej może dochodzić do zatykania ujść gruczołów łojowych i powstawania niedoskonałości.
Ale jest druga strona medalu.

Można również umyć skórę za dobrze.

Zbyt mocny preparat, zbyt częste mycie, gorąca woda, intensywne pocieranie ręcznikiem czy szczoteczką – to wszystko może naruszać barierę ochronną skóry.

I wtedy zaczyna się błędne koło.

Skóra jest sucha, napięta, piecze albo reaguje zaczerwienieniem, więc próbujemy ją ratować kolejnymi kosmetykami.

A czasami wystarczyłoby zacząć od… łagodniejszego oczyszczania.

Rano czy wieczorem – kiedy mycie jest ważniejsze?

Moim zdaniem warto rozdzielić te dwa momenty.

Rano

W nocy skóra również pracuje. Produkuje sebum i pot, a na jej powierzchni pozostają pozostałości pielęgnacji zastosowanej wieczorem.

Dlatego poranne oczyszczanie ma sens.

Ale nie każda skóra potrzebuje mocnego produktu myjącego.

Przy cerze tłustej i mieszanej możemy potrzebować delikatnej pianki lub żelu. Przy skórze suchej, dojrzałej, odwodnionej czy bardzo wrażliwej oczyszczanie powinno być znacznie bardziej delikatne.

A czasami – szczególnie kiedy skóra jest mocno przesuszona lub podrażniona – naprawdę nie trzeba robić rano wielkiego „rytuału”. Letnia woda i bardzo delikatne oczyszczenie mogą być wystarczające.

Nie ma nagrody za największą liczbę kroków pielęgnacyjnych.

Wieczorem

Tutaj nie szłabym na kompromisy.
Wieczorem chcemy usunąć to, co skóra zebrała przez cały dzień: makijaż, SPF, sebum, pot i zanieczyszczenia.

Jeżeli używamy makijażu lub mocnych filtrów przeciwsłonecznych, bardzo dobrze sprawdza się oczyszczanie dwuetapowe.
Najpierw rozpuszczamy makijaż i produkty znajdujące się na powierzchni skóry, a następnie wykonujemy właściwe mycie.
Ale uwaga – dwuetapowe oczyszczanie nie oznacza, że każda kobieta musi codziennie myć twarz dwoma różnymi preparatami.

Jeżeli nie masz makijażu, a produkt myjący dobrze usuwa SPF i zanieczyszczenia, nie zawsze potrzebujesz dodatkowego kroku.
Pielęgnacja ma być dopasowana do skóry, a nie odwrotnie.

Mleczko, pianka, żel, olejek czy płyn micelarny?

I tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa.
Bo wybór produktu do mycia nie powinien zależeć od tego, czy bardziej podoba nam się jego opakowanie albo zapach.

Mleczko i emulsja

To rozwiązanie, które szczególnie lubią skóry suche, dojrzałe, odwodnione i wrażliwe.
Formuła jest zazwyczaj bardziej otulająca i mniej agresywna dla bariery hydrolipidowej.
Jeżeli po umyciu twarzy czujesz natychmiastowe ściągnięcie, a skóra wygląda na jeszcze bardziej suchą – to bardzo możliwe, że Twój preparat jest po prostu zbyt mocny.

Pianka

Pianka może być świetnym wyborem dla skóry normalnej, mieszanej czy tłustej.
Ale sama obecność słowa „pianka” na opakowaniu nie oznacza, że produkt będzie przesuszał.

Liczy się cała formuła.

W Mesoestetic znajdziemy między innymi Brightening Foam – kremową piankę z kwasem glikolowym i mlekowym w łagodnym stężeniu. Jest przeznaczona przede wszystkim do skóry normalnej i mieszanej, a jej zadaniem jest nie tylko oczyszczanie, ale również delikatne wspieranie odnowy, poprawa tekstury i blasku skóry. W formule znajduje się również Lactobacillus Ferment i Urban D-tox.

To dobry przykład produktu, który pokazuje, że preparat myjący może być czymś więcej niż tylko „środkiem do zmywania twarzy”.

Żel i produkty oczyszczające dla skóry tłustej

Przy skórze tłustej czy z tendencją do niedoskonałości często potrzebujemy dokładniejszego oczyszczania.
Ale tutaj również obowiązuje zasada:

oczyszczamy, nie wysuszamy.

W Mesoestetic mamy Purifying Mousse – piankę przeznaczoną do skóry tłustej i trądzikowej. Zawiera kwas salicylowy i mlekowy oraz chlorheksydynę. Kwas salicylowy jest składnikiem szczególnie interesującym przy zaskórnikach i nadmiarze sebum, ponieważ pomaga oczyszczać ujścia gruczołów łojowych. W formule znajduje się również Lactobacillus Ferment oraz Urban D-tox.

To jednak nie jest zaproszenie do mycia skóry „na maksa”.
Nawet cera tłusta potrzebuje swojej bariery ochronnej.

Preparaty olejowe i dwuetapowe oczyszczanie

Oleje bardzo dobrze radzą sobie z produktami, które również mają charakter lipofilowy – między innymi z makijażem czy filtrami przeciwsłonecznymi.

Dlatego pierwszy etap wieczornego oczyszczania może być właśnie olejowy albo dwu-fazowy.
Przy makijażu oczu bardzo praktycznym rozwiązaniem jest Mesoestetic Micellar Biphasic. To preparat przeznaczony do okolicy oczu i ust, zawierający micele oraz olej z nasion słonecznika. Usuwa również makijaż wodoodporny, a dodatkowo zawiera Lactobacillus Ferment i Urban D-tox.

A płyn micelarny?

Bardzo go lubię jako element demakijażu, ale nie traktowałabym go automatycznie jako kompletnego oczyszczania twarzy.
Zwłaszcza jeśli na skórze mamy makijaż, SPF i cały dzień zanieczyszczeń.
W takiej sytuacji po płynie micelarnym warto wykonać właściwe mycie.

A co ze skórą suchą i dojrzałą?

Tutaj dochodzimy do tematu, który jest mi szczególnie bliski.

Wraz z wiekiem skóra bardzo często staje się bardziej sucha, cieńsza, mniej elastyczna i bardziej podatna na podrażnienia. Zmienia się również jej komfort i zdolność do utrzymywania odpowiedniego poziomu nawilżenia.
Dlatego skóra dojrzała nie potrzebuje „mocniejszego” oczyszczania.

Potrzebuje mądrzejszego oczyszczania.

Właśnie dlatego w przypadku skóry suchej i wrażliwej bardzo ciekawym rozwiązaniem jest Hydracream FusionMesoestetic.

To preparat o formule kremowo-olejowej, zawierający skwalan, Lactobacillus Ferment oraz Urban D-tox. Skwalan wspiera komfort i natłuszczenie skóry, Lactobacillus Ferment pomaga wspierać równowagę mikrobioty i funkcję bariery, a Urban D-tox jest składnikiem ukierunkowanym na zanieczyszczenia środowiskowe. Producent przeznacza ten produkt przede wszystkim do skóry suchej i wrażliwej.

I właśnie taki sposób myślenia o oczyszczaniu lubię najbardziej.

Nie: „mam 50 lat, więc potrzebuję kosmetyku anti-age”.

Tylko: „moja skóra jest sucha, mniej komfortowa i bardziej wrażliwa – więc potrzebuję oczyszczania, które będzie to respektowało”.

Czy składniki aktywne w preparacie myjącym naprawdę mają znaczenie?

Tak, ale trzeba pamiętać o jednej rzeczy.

Preparat myjący pozostaje na skórze stosunkowo krótko. Nie oczekujmy więc od niego takiego samego działania jak od serum czy kremu pozostawianego na kilka godzin.
Mimo to odpowiednio dobrane składniki mogą być wartościowym uzupełnieniem pielęgnacji.

Przy skórze normalnej i mieszanej mogą to być łagodne kwasy AHA, takie jak kwas mlekowy i glikolowy – tak jak w Brightening Foam.

Przy skórze tłustej i z niedoskonałościami – kwas salicylowy, który znajdziemy w Purifying Mousse.

Przy skórze suchej i wrażliwej bardziej interesują mnie składniki wspierające komfort i barierę, takie jak skwalan czy postbiotyczny Lactobacillus Ferment, obecne w Hydracream Fusion.

To właśnie jest różnica pomiędzy kupowaniem kosmetyku a świadomym wybieraniem kosmetyku.

A co, jeśli czasami nie umyję twarzy?

Nic strasznego. Naprawdę.

Jeżeli raz wrócisz późno do domu, zaśniesz bez demakijażu albo rano nie wykonasz pełnego oczyszczania – Twoja skóra nie obrazi się na Ciebie na zawsze.

Problemem nie jest pojedynczy wieczór.
Problemem jest regularność złych nawyków.

Jeżeli natomiast codziennie chodzimy spać z makijażem, SPF-em i całym dniem na twarzy, z czasem możemy zauważyć większą skłonność do zanieczyszczenia porów, niedoskonałości, nierównej tekstury czy matowego, zmęczonego wyglądu.

Z drugiej strony codzienne, bardzo agresywne mycie może prowadzić do przesuszenia i osłabienia bariery.

Czyli znowu wracamy do tego samego słowa: równowaga.

Jak więc wybrać swój preparat?

Zamiast patrzeć wyłącznie na napis na opakowaniu, spójrz na swoją skórę.

Jeżeli jest sucha, napięta, dojrzała lub wrażliwa – szukaj łagodnych formuł, które nie pozbawiają jej komfortu. Hydracream Fusion jest przykładem takiego podejścia.

Jeżeli jest normalna lub mieszana, a dodatkowo potrzebuje wygładzenia i rozświetlenia – można rozważyć formułę z łagodnymi AHA, jak Brightening Foam.

Jeżeli jest tłusta, zaskórnikowa i ma tendencję do niedoskonałości – warto szukać składników takich jak kwas salicylowy, ale nadal z zachowaniem równowagi bariery. Purifying Mousse jest właśnie produktem ukierunkowanym na takie potrzeby.

Jeżeli używasz mocnego makijażu, szczególnie wodoodpornego – przyda się osobny etap demakijażu. Micellar Biphasic został zaprojektowany właśnie do delikatnego usuwania makijażu z oczu i ust.

A jeśli nie potrafisz odpowiedzieć sobie, czego właściwie potrzebuje Twoja skóra? To też jest odpowiedź.

Nie wybieraj w ciemno. Zdiagnozuj skórę.
Bo ten sam kosmetyk, który jednej osobie daje poczucie świeżości i komfortu, u innej może powodować ściągnięcie, przesuszenie albo podrażnienie.

I jeszcze jedna rzecz, o której często zapominamy

Po umyciu twarzy nie powinnaś zastanawiać się: „Czy naprawdę dobrze ją umyłam?”

Powinnaś raczej pomyśleć: „Czy moja skóra czuje się po tym dobrze?”

Czy jest miękka?
Czy nie jest napięta?
Czy nie piecze?
Czy nie jest zaczerwieniona?
Czy po kilku minutach nie masz wrażenia, że natychmiast musisz nałożyć krem?

To są bardzo proste sygnały, ale potrafią powiedzieć o kosmetyku znacznie więcej niż obietnica na opakowaniu.

Bo dobrze oczyszczona skóra nie musi być skrzypiąca. Powinna być po prostu… spokojna.

I właśnie dlatego oczyszczanie jest dla mnie fundamentem pielęgnacji.

Nie najbardziej spektakularnym.
Nie tym, o którym najczęściej mówi się w mediach społecznościowych.
Ale tym, od którego naprawdę warto zacząć.

Bo zanim zapytamy, jakie serum wybrać, jaki krem będzie najlepszy albo który zabieg odmłodzi naszą skórę, warto najpierw odpowiedzieć sobie na znacznie prostsze pytanie:

czy każdego dnia dobrze obchodzę się ze swoją skórą już na samym początku pielęgnacji?